Starsza wersja „o mnie”.

/Starsza wersja „o mnie”.
Starsza wersja „o mnie”. 2018-01-11T14:04:14+00:00

Stara wersja „o mnie” – 2016/17

Mam na imię Dawid, urodziłem się w 1994 r.
Skoro tu jesteś, to znaczy, że prawdopodobnie chcesz dowiedzieć się czegoś o mnie i właśnie w taki sposób do tego podchodzę. Podkreślam to z uwagi na mój brak entuzjazmu do opisywania samego siebie i jednocześnie obawę przed mylnym zrozumieniem moich intencji. Wypada, żeby jakoś spiąć cały ten projekt zrozumiałą klamrą i w kilku słowach powiedzieć czym jest. Podsumowanie to nie będzie całkowicie „o mnie” jako osobie, ale ukierunkowane głównie na fragment mojego życia jakim jest ratownictwo.

Zaczęło się całkiem przypadkowo w maju 2013 roku, w tym czasie nie bardzo wiedziałem co ze sobą robić, a zawieszenie w próżni (teraz z perspektywy mogę to powiedzieć) skutkowało beznadziejnymi efektami; bez celów, pomysłów i marzeń mogłem jedynie chcieć napisać dobrze sprawdzian z matematyki. W wolnym czasie, zdaje się, grałem w gry komputerowe i nie robiłem niczego przemyślanego, sterowały mną losowe zdarzenia, takie naturalne niezmącone życie – byle dostatnie, byle komfortowe (znacie? oby nie). W maju 2013 roku poprzez kolegę zapisałem się do Ochotniczej Straży Pożarnej w mojej miejscowości. Od tego momentu moje życie zaczęło się stawać zupełnie inne. Z czasem zacząłem rozbudzać się w środku i zwiększać wymagania wobec siebie. Po prostu mi się spodobało, zobaczyłem w tym cholernie dużo potencjału. Języki obce – przecież w straży przydatne, a anglojęzyczna literatura fachowa? Przecież polskiej niewiele. Sport – chcę być lepszy, lepiej się sprawdzać. Nowa wiedza, umiejętności – jak mnie to fascynowało! Tak zaczęło się moje podejście do życia – usprawnianie i rozwijanie wszystkiego, kaizen. Nie dotyczyło to jedynie straży pożarnej, rozrosło się na wszystko. Ambicje zaczęły mnie przerastać i trwa to do dziś (są tego niestety także minusy). Wkręciło mnie na dobre.

Powoli nieśmiało zacząłem myśleć o Państwowej Straży Pożarnej, ale podkreślam: powoli. Na ten czas dysponowałem ograniczonym zasobem pewności siebie i śmiałości do życia (taki los). Decyzja o dalszej edukacji/pracy była wybitnie męcząca, na dowód tego przytoczę, że na zmianę podejmowałem je i rezygnowałem co najmniej kilkanaście razy, przez rok (2014). W końcu czas zaczął się kończyć, a ja… nieśmiały, z wadą wzroku, przeciętną fizycznością, lichą wiedzą fizyczną i chemiczną, ulotką otrzymaną od życia „bez znajomości się nie dostaniesz!”, brakiem jakichkolwiek „nawyków sukcesu”, dalej z miałkim CV i niedostatkiem dodatkowych kursów/kwalifikacji siedziałem „z pełnymi gaciami” wierząc w bajeczkę, że dostanie się do służby w moim przypadku jest niemożliwe.

Stanąłem wtedy przed wyborem tradycyjnym, nazwijmy to… „no wiesz, inżynier, on zawsze znajdzie prace… górnictwo i geologia? Hmm…”, a tym „fantazyjnym”, czyli straż pożarna, ratownictwo. Rozpisałem plan, bo racjonalne mierzenie się z problemem mnie obezwładniało i podjąłem decyzję, mimo tego, że nie byłem w pełni przekonany, że robię dobrze.

Postanowienie było następujące: Studia na kierunku ratownictwo medyczne, w między czasie pracuję, najlepiej jako kierowca żeby zdobyć doświadczenie, praktyki, jakaś dodatkowa praca w ratownictwie, treningi, staram się zbierać kolejne kursy i kwalifikacje. Ogólnie rzecz ujmując, rozwijać się. Z czasem przychodziły różne mądrości, by dać z siebie więcej niż potrzeba (czemu nie? przecież daje mi to bardzo dużo satysfakcji), szukać oszczędności czasu i wszystko pakować w jedno, jeden cel. Ratownictwo.

Od tamtej pory napisałem co najmniej kilkanaście planów, map, list, które służą mi do dzisiaj, największą ich zaletą jest to, że minimalizują szansę na przeoczenie czegoś i bardzo pomagają w działaniu na wielu płaszczyznach. Odgórnie ustalone cele to przede wszystkim wielka motywacja i chęci do działania.

W międzyczasie powstał projekt „Droga Ratownika”, który miał być moim stróżem i pieczątką: „mam zadanie do wykonania”, nie muszę też mówić, że potrzebowałem różnych źródeł motywacji, żeby ułatwić sobie pracę. Wstąpiłem do drugiej OSP, stowarzyszenia (sztabu) ratownictwa, zrobiłem kursy (m.in. by zdobyć kwalifikacje kierowcy zawodowego) i w zmiennej formie (bo przykładowo w sztabie ratowniczym już nie uczestniczę) trwa to do dziś.

W tej chwili, a właściwie w 2016 roku (najwspanialszy rok mojego życia – definitywnie) sprawy zaszły całkiem daleko, zmieniłem w ostatnim momencie plan A (nabór z ulicy) na dostanie się do szkoły aspiranckiej w Częstochowie. Było dużo kursów, szkoleń, konferencji, warsztatów (nawet 600km od miejsca zamieszkania), było dużo treningów i analizy informacji, a to zdrowie, badania, a to jakaś ustawa, liczyłem wszystko co się da: wyniki, punktację, szacowałem różne warianty. Poczułem upragniony progres i jestem szczęśliwy, bo to co robię to największe źródło szczęścia. Poznałem wielu wspaniałych ludzi i nauczyłem się bardzo dużo! W rok. Dziękuję.

Projekt ewoluował, bo konkretny termin, wysokie poprzeczki jakie sobie ustawiłem w testach sprawnościowych i chemia/fizyka „od zera do bohatera” sprawia, że czuję presję, czuję, że to bardzo ważny czas w moim życiu, gdy mogę powalczyć o więcej. Żałuję tylko tego, że w siebie nie wierzyłem i nie obudziłem się z wieloma rzeczami wcześniej, ale jak mówi powszechne porzekadło „lepiej późno, niż wcale”. W rzeczy samej.

Jeśli nie uda mi się dostać do szkoły wrócę do planu „A”, który przynajmniej w połowie jest już zrealizowany.

Projekt Droga Ratownika nigdy się dla mnie nie skończy, po zaprzysiężeniu się jako funkcjonariusz Państwowej Straży Pożarnej przejdę do dalszego etapu, o którym kiedyś opowiem.
Służba to nie cel sam w sobie, to środek do celu, tak samo jak cały rozwój ratownika. Zatrzymanie się w którymkolwiek momencie życia i uznanie, że „to wszystko co mogłem zrobić”, to dla mnie samobójstwo i usilnie kontempluję takie podejście.

Jeśli dla kogokolwiek styl pisania wydał się zbytnio napompowany lub przesycony frazesami, pozostaje mi życzyć mu takiej pasji, jaką mam. Gdy zmienia się perspektywa, zmienia się rozumienie.

Wszystkim którzy śledzą moje wypociny, dziękuję, także wszystkim którzy wsparli mnie choć słowem, radą, uczynkiem, a takich osób i sytuacji było wiele. Dziękuję także ludziom którzy we mnie nie wierzą, bo dają mi wielką motywację do działania.
CDN.