Używanie aparatów w środowisku „popożarowym”

///Używanie aparatów w środowisku „popożarowym”

Zainteresowanie tematem chorób nowotworowych w ostatnim czasie wzrosło wśród strażaków. Jednak jak pokazuje historia, temat ten sięga roku 1775. Londyńscy lekarze stwierdzili wówczas, że odsetek kominiarzy chorujących na polipy w nosie i raka krocza był znacznie większy od ilości zachorowań w pozostałej liczbie społeczeństwa. Była to epoka w której powszechnie występowały naturalne materiały palne, obecnie zastępowane coraz częściej występującymi materiałami syntetycznymi.

Kominiarz z kominiarczykiem

Jednostki straży pożarnej kupują drugi zestaw odzieży ochronnej, w którą wyposażani są strażacy. Wprowadzona jest natychmiastowa dekontaminacja najbardziej narażonych części ciała (twarz, szyja, dłonie) za pomocą wilgotnych chusteczek ze środkiem myjącym. Zabiegi te mają za zadanie znacznie zredukować narażenie na produkty kancerogenne. Wykorzystanie aparatów ochrony dróg oddechowych podczas wszystkich faz gaszenia pożaru, ma na celu zmniejszenie ryzyka ekspozycji. Te rozwiązania mogą być wprowadzone natychmiastowo, bez większych nakładów finansowych.

Jak pokazują badania Fire Service Safety Culture Survey mniej niż 60 % strażaków używa podczas prowadzonych działań gaśniczych aparatów ochrony dróg oddechowych. Dowódcy akcji którzy również znajdują się w bezpośrednim zagrożeniu dymów pożarowych, rzadko kiedy używają izolujących aparatów ochronnych. Nieistotnym jest odsetek strażaków używających AODO, ważnym kierunkiem jest używanie ich przez 100% ratowników.

Badania ośrodków naukowych takich jak Tualatin Valley Fire & Rescue (2011), Phoenix Fire Department (2009), Underwriters Laboratory (2010) and the Illinois Fire Service Institute (2016) wykazały że w środowisku pożarowym limity dopuszczalne substancji toksycznych NDS i NDSCh są przekroczone wielokrotnie. Substancje niebezpieczne stwierdzone w atmosferze pożaru to między innymi: beznzen, tlenek węgla, formaldehyd, chrom, węglowodory aromatyczne, siarkowodór, tlenek węgla, cyjanowodór, amoniak, akroleina, arsen, rtęć, chlorowodór, tlenki azotu i fenol. Niejedne z substancji wymienionych powodują duszenie, podrażnienie błon śluzowych. W chwili obecnej nie ma jednak sposobu monitorowania gazów pożarowych w zakresie wszystkich produktów spalania.

Musimy sobie uświadomić, że poza środowiskiem pożaru jednostka straży pożarnej zadysponowana do niekontrolowanego uwolnienia substancji chemicznej jednej z wyżej wymienionych przyjmie stopnie ochrony adekwatne do działań ratownictwa chemicznego. Dlaczego działania gaśnicze w strefie dymu są traktowane z przymrużeniem oka?

Narażenie na substancje chemiczne może powodować szkodliwe efekty w zdrowiu ratowników dopiero po upływie 20 lat. Najdrobniejsze cząsteczki dymu i azbestu obecne podczas dogaszania pożarów w łatwy sposób osadzają się w układzie oddechowym. Toksyczne działania na organizm stwierdza się w tkance płuc, układzie nerwowym i narządach wewnętrznych. Cząsteczki skumulowane w organizmie są bardzo trudne w wydaleniu. Osadzające się substancje w płucach powiązane są z problemami oddechowymi.

Phoenix Fire Department (2009) stwierdził podczas badań, że poziom tlenku węgla w atmosferze pożarowej nie jest ściśle powiązany ze stopniem rozwoju pożaru. Poziom zagrożenia nie jest uzależniony od tego czy pożar jest duży czy mały, czy jest w fazie rozwoju czy został już częściowo ugaszony. Różne wartości substancji toksycznych występowały na różnych poziomach pożaru. Te różnice wynikają głównie z materiałów które uległy spaleniu. Tualatin Valley Fire & Rescue (2011) stwierdził, że poziom tlenku węgla (CO) nie jest ściśle powiązany z wartościami innych substancji szkodliwych. Czujniki tlenku węgla nie są w stanie zmierzyć zawartości innych gazów popożarowych.

Badania wykazują że stosowanie aparatów ochrony dróg oddechowych powinno się zaczynać od 150 ppm tlenku węgla [dopisek: Przy czym należy pamiętać, że alarm I stopnia jest ustawiony z reguły na około 20 ppm. Czad w stężeniach ok. 60-240 mg/m³ (52-210 ppm) po paru godzinach skutkuje już bólem głowy.]

Przy stężenia poniżej, mogą być rozważane do użycia maski z filtropochłaniaczami na tlenek węgla. Jednak szereg substancji występujących w środowisku pożarowym, skłaniałby do użycia izolującego aparatu powietrznego.

Wniosek jest prosty. Na etapie dogaszania, przegrzebywania pogorzeliska powinniśmy używać AODO! Wydmuchać je do końca. To powietrze które nosimy w butli jest w całości nasze!

Poniżej zamieszczam tabele ukazującą rozkład liczbowy strażaków-ratowników i dowódców akcji, którzy noszą lub nie noszą aparaty ochrony dróg oddechowych podczas dogaszania pożaru.
Na 48 dowódców akcji 22 nie zakładało aparatu, a 26 miało go w użytkowaniu.
Wśród 67 ratowników 38 nie posiadało aparatu, a 29 miało go w użyciu. Jest to jedno z wielu badań, które w łatwy sposób możemy przeprowadzić wśród swoich kolegów i koleżanek.
Wniosek z tego, że około 50 % strażaków nie używa podczas dogaszania aparatów ochrony dróg oddechowych. Należy mieć jednak świadomość, że wyniki te (z USA) w warunkach Polskich mogą się różnić. Choć wydaje się, że rezultat takich badań nie będzie wcale lepszy (świadomość i zaangażowanie strażaków w Polsce – P. Łabędzki).

Biorąc pod uwagę ilość występujących substancji toksycznych i kancerogennych w środowisku pożaru, których nie można jednoznacznie zmierzyć, determinować to powinno strażaka do użytkowania aparatu ochrony dróg oddechowych. Aparat powietrzny butlowy całkowicie izoluje drogi oddechowe od środowiska gazów pożarowych. Noszenie aparatu ochronnego jest możliwe do wprowadzenia od razu. Jest to pierwszy krok do zredukowania zachorowalności na nowotwory.

autor tłumaczenia z języka angielskiego: Maciek Iwiński
źródło (http://community.fireengineering.com/profiles/blog/show?id=1219672%3ABlogPost%3A644646)
dopiski, korekta: DrogaRatownika.pl

By | 2018-02-20T18:56:16+00:00 Luty 20th, 2018|Kategorie: Inne, Wszystkie wpisy|Tagi: , |0 komentarzy

Koniecznie podziel się swoim zdaniem!